sobota, 5 kwietnia 2014

Rozdział II

Miesiąc później. Niedziela. W końcu zasłużony odpoczynek. Choć... w sumie sobota nie była taka zła. Rano dostałam od Michaela esemesa. Umówiliśmy się na piątą wieczorem. Przez cały dzień nie miałam co robić. Siedziałam na łóżku i rozmyślałam, czy nie zrobić kolejnego nacięcia. Ale Mikowi się to nie podoba. Miło wiedzieć, że komuś na tobie zależy. Komuś miłemu, troskliwemu, komuś, kto wie, że chce ci pomóc z własnej woli. Ale w sumie... jedna mała kreseczka nie zaszkodzi, prawda? Wzięłam żyletkę i przejechałam po przedramieniu. Od nadgarstka do zgięcia lśniła czerwona linia. Parę kropel spadło na podłogę. W końcu musiałam wyjść. Po dziesięciu minutach byłam pod domem, który wskazał mi Michael. A właściwie to pod bramą. Była ogromna, a za nią mieścił się wielki, zielony ogród z ławeczkami i kwitnącymi drzewami. Zadzwoniłam dzwonkiem, który słyszałam na zewnątrz, choć rozległ się w domu. Po chwili wyszedł z niego Mike. Uśmiechnął się do mnie i otworzył mi bramę.
-Witaj w moim domu.
-Ja bym to nazwała pałacem.
-No dobrze. W takim razie, witaj w moim pałacu. 
-Dziękuję. Naprawdę nie chcę ci się narzucać...
-Narzucać? Gdybym nie chciał się z tobą spotkać, to bym cię nie zapraszał. Wejdźmy do środka. 
Weszliśmy razem do ogromnego domu. Michael poprowadził nas do sali muzycznej. Usiadł przy fortepianie i oparł rękę na górnej części.
-Masz jakąś konkretną piosenkę do zaśpiewania?
Pokręciłam głową.
-Hmm. To w takim razie sprawdzę twoją tonację i dobiorę ci odpowiedni utwór.
Przytaknęłam i zaczęliśmy śpiewać gamę. W końcu wybrał jedną piosenkę. 
-Nie, nie. Musisz to zaśpiewać mocniej. 
Zagrał kawałek i sam zaśpiewał. 
-Teraz ty. 
Spróbowałam jeszcze raz.
-Świetnie.
Ćwiczyliśmy prze parę godzin. W końcu zapytał:
-Może masz ochotę na przerwę?
Nie odpowiedziałam. Mike wstał, złapał mnie za rękę i ujął mój pod podbródek, żebym na niego spojrzała. 
-Nie musisz się przy mnie wstydzić. 
Odwróciłam wzrok. Niestety Michael dotknął przypadkowo miejsca, gdzie zrobiłam nacięcie. Odruchowo zabrałam rękę. Spojrzał na mnie i złapał ją ponownie. Podwinął mi rękaw, zdjął bandaż i westchnął.
-Znów to zrobiłaś Alex?
Rozpłakałam się. Michael przytulił mnie do piersi i głaskał po plecach. 
-Ciiiii. Już dobrze. 
Poprowadził nas na kanapę. Płakałam w jego koszulę. Kiedy się uspokoiłam, zapytał mnie cichutko:
-Dlaczego znów to zrobiłaś?
-Ja... ja nie wiem... Poczułam, że mam taką potrzebę... 
Nic nie powiedział. Ściskałam w dłoni jego koszulę. Nagle usłyszałam:
-Zostaniesz tu na noc.
-Na noc?
-Nie puszczę cię samej do domu. Jest już za późno. Chodź. 
Poczłapałam za Michaelem na górę. W sypialni było bardzo dużo miejsca. Podał mi jakieś ciuchy. Widać było, że są markowe. 
-Łazienka jest za rogiem. Niedługo do ciebie zajrzę. 
Poszłam do łazienki i wzięłam prysznic. Pod strumieniem ciepłej wody mogłam śpiewać, ile chciałam. Kiedy wyszłam, stanęłam w miejscu. Mike czekał na mnie pod łazienką. Opierał się bokiem o ścianę, a ręce miał skrzyżowane na piersi. 
-Nareszcie mogłem usłyszeć cię w pełni sił twojego głosu- uśmiechnął się.
Założyłam kosmyk włosów za ucho. 
-Dobranoc- odrzekłam.
-Dobranoc. 
Nie mogłam zasnąć. Obudziłam się w środku nocy. Zeszłam na dół do kuchni. Siedział tam Michael.
-Cześć. Coś się stało?
-Nie mogę spać...
-Usiądź. 
Zajęłam miejsce przed nim. Podał mi kubek z herbatą. Po wypiciu zapytałam:
-Czy... mogłabym spać dzisiaj z tobą?... Nie jestem przyzwyczajona do spania u innych...
-Jasne. Chodźmy. 
Położyliśmy się obok siebie. Szybko zasnęłam. Kiedy się obudziłam, leżałam z głową na piersi Mika i przytulona do niego. On obejmował mnie ramieniem. Obudził się, wtedy, kiedy ja. Szybko się odsunęłam. 
-Dzień dobry...- odrzekłam.
-Dzień dobry.
-Lepiej spałaś?
Pokiwałam głową i oblałam się rumieńcem. Poszłam do łazienki i ubrałam się. Kiedy wróciłam, poczułam, jak Mike łapie mnie za rękę. Przez chwilę patrzył na mój bandaż, ale w końcu skierował wzrok na mnie, uśmiechnął się i powiedział:
-Zapraszam cię na śniadanie. 
Podał mi ramię. Złapałam je nieśmiało. Czułam się strasznie spięta. Nie wiem dlaczego. Po śniadaniu zabrałam swoje rzeczy i poszłam do domu. 
-To do zobaczenia- odrzekł Mike. 
-Do zobaczenia...
Kiedy chciałam wejść, okazało się, że rodzice są gdzieś indziej. Poszłam więc do wujka Sama, który miał warsztat niedaleko. 
-Cześć wujku!
-Cześć Alex. Co ty tu robisz?
-Rodziców nie ma w domu, a ja nie wzięłam kluczy. 
-Rozumiem. Możesz sobie u mnie posiedzieć, ale zaraz mam klienta. 
-Spokojnie. Dam sobie radę.
-Podobno to jakaś sławna osoba. 
-Naprawdę?
-Tak. Może zapłaci z góry- zaśmiał się.
-Możliwe. 
Usiadłam sobie u wujka w gabinecie. Nagle przez okienko zobaczyłam coś, co kompletnie mnie zamurowało. Zgadnijcie, kto przyjechał do warsztatu. Michael. Kiedy mnie zobaczył uśmiechnął się i zapytał:
-Śledzisz mnie?
-Ja? Chyba raczej ty mnie. Co tu robisz?
-Naprawiam silnik. A ty co tu robisz?
-Przyszłam do wujka, bo zapomniałam kluczy do domu, a nikogo nie ma. 
Po chwili ciszy wujek odrzekł:
-O panie! To będzie trochę trwało. Z jakieś dwie godziny. 
-Spokojnie. Przejdę się na spacer, a pan niech spokojnie pracuje. Zechciałabyś mi towarzyszyć Alex?
Kiwnęłam głową. Michael poszedł ze mną do parku. 
-Wiesz co? Cieszę się, że cię spotkałem. 
-Chyba raczej, że cię stratowałam.
-Wolałbym określenie, że się od siebie odbiliśmy. 
Zaśmialiśmy się. 
-Nagrywasz coś ostatnio?- zapytałam.
-Nową piosenkę. 
-Jaką?
-"We are the world".
-Nie mogę się doczekać, aż mi ją zaśpiewasz.
-Usłyszysz ją jako pierwsza- szepnął mi do ucha.
Usiedliśmy sobie na ławce koło fontanny. 
-Alex. Ja muszę się o to zapytać.
-Słucham cię.
-Czy ty... jesteś satanistką? 
-Nie. A dlaczego przyszło ci coś takiego do głowy?
-A nie wiem. Jakoś tak. Wybacz, nie powinienem cię pytać o takie rzeczy. 
-Nie, nic się nie stało...
Po chwili ciszy Mike odrzekł:
-Może przejdziemy się do kawiarni?
-Jeśli chcesz...
W połowie drogi poczułam, jak Michael łapie moją dłoń. Po wypiciu kawy, powiedziałam:
-Muszę jeszcze zajść do szpitala.
-Do szpitala?
-Tak. Do... szpitala...
-Mógłbym pójść z tobą?
Kiwnęłam głową. Weszłam do sali, w której leżała moja babcia. 
-Cześć babciu.
-Witaj kochanie. 
-Jak się czujesz?
-Nie jest źle. A kto to?
Pokazałam gestem, aby Mike podszedł do mnie. 
-To jest mój przyjaciel Michael. 
-Miło mi cię poznać- odrzekła babcia.
-Mi również. 
-Jaki miły, przystojny chłopiec. Pasujecie do siebie.
-Babciu, proszę...
-No co? Ja tylko mówię jak jest- zaśmiała się, ale po chwili śmiech narodził się w kaszel. 
-Spokojnie. 
Nagle babcia dostała duszności i nie mogła oddychać. Przybiegł lekarz i zabrał ją na salę operacyjną. Siedziałam zdenerwowana na korytarzu razem z Michaelem, który obejmował mnie ramieniem. 
-Będzie dobrze. 
Nagle wyszedł lekarz. Pokręcił tylko głową i odszedł smutny. Nagle reszta mojego życia runęła w gruzach. Osunęłam się na kolana i zaniosłam szlochem. Mike postawił mnie na nogi i przytulił mocno. Poszłam z nim do swojego domu. Rodzice chyba spali, bo było cicho, a drzwi były już otwarte. Zaprowadziłam go na górę i położyliśmy się na łóżku. Płakałam w jego ramię. Po chwili już całą górną część koszuli miał mokrą od łez. Przytuliłam się mocno do niego i zasnęłam. Kiedy się obudziłam, on dalej ze mną leżał. Pogłaskał mnie po głowie i uśmiechnął się lekko.
-Dzień dobry.
Nic nie odpowiedziałam. Przysunęłam się tylko bliżej i z oczu znów pociekło mi kilka kropel.
-Ciiiii... Wszystko będzie dobrze.
-Dobrze? Wczoraj zmarła osoba, która jako jedna z nielicznych podtrzymywała mnie na duchu.
Mike po chwili ciszy zapytał:
-A gdzie są twoi rodzice?
-W pracy. Wychodzą rano. i wracają prawie w nocy...
-To ja może pójdę zrobić ci coś na śniadanie.
Pocałował mnie w czoło i wyszedł z pokoju, zostawiając mnie samą. Wyciągnęłam mały nożyk z szuflady. Dla ciebie babciu... Najpierw jedna linia - ból, potem druga - rozpacz. Kiedy chciałam zrobić trzecią, Michael wszedł do pokoju.
-Chciałem się tylko zapytać, czy lubisz... Alex?!
Kiedy mnie zobaczył, skuloną na podłodze z zakrwawioną ręką, ukląkł przy mnie, złapał moje przedramię delikatnie i spojrzał na nie.
-Co ty sobie znów zrobiłaś?
Zaniosłam się płaczem.
-Dlaczego?- zapytał cicho.
-Bo chciałam już dołączyć do babci.
-A pomyślałaś o tych, którym na tobie zależy?
-Nikomu nie zależy! Nawet rodzice mają mnie dość!
-Komuś zależy!
-Komu?!
-Mi zależy, okej?! Mi zależy, bo cię kocham!
Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Popatrzyłam, tylko w te jego czekoladowe oczy i poczułam, jak łapie mnie za dłoń. Drugą rękę położył mi na policzku i przysunął się do mnie. Po chwili nie wiedziałam co się dzieje. Nasze usta poruszały się w doskonałej harmonii. W końcu odsunęliśmy się od siebie. Spuściłam głowę zawstydzona, ale on ujął mnie pod brodę i uniósł ją tak, abym na niego spojrzała. Znów się zbliżył, ale zatrzymał się, kiedy był już bardzo blisko moich ust.
-Wiesz co? Może najpierw opatrzmy ci tę rękę, zanim znów cię pocałuję?
Uśmiechnęłam się i przytaknęłam. Michael pomógł mi wstać i zeszliśmy po bandaż.
-Siadaj- wskazał mi na krzesło w kuchni.
Sięgnął po opatrunek i usiadł naprzeciw mnie. Kiedy owijał mi ranę bandażem, co chwilę zerkał na mnie i się uśmiechał. Potem wstałam, a on podszedł do mnie i objął mnie w pasie, po czym nachylił się i musnął delikatnie wargami moje usta. Uważając na moją rękę, położył je sobie na karku. Pogładził moje uda, kiedy nagle wyczuł coś w mojej kieszeni. Przestał mnie całować, włożył dłoń i wyjął nieużywaną żyletkę. Uniósł brew, spojrzawszy na mnie, ale ja tylko uśmiechnęłam się i wzruszyłam ramionami, po czym wzięłam ją od niego i powiedziałam:
-To już chyba nie będzie nam potrzebne.
Wyrzuciłam ją do śmieci. Michael ze śmiechem okręcił mnie w kółko, po czym kontynuował pocałunek.
-To co? Koniec z cięciem?- zapytał w końcu.
-Koniec- zapewniłam go.
Potem po prostu się do niego przytuliłam i zaczęliśmy się kołysać.
-Znacznie bardziej się teraz otworzyłaś- odrzekł.
-Wiem, tylko tęsknię za babcią...
-Rozumiem cię i współczuję. Jestem teraz przy tobie i zrobię co mogę, żebyś czuła się dobrze.
-Dziękuję. Kocham cię, wiesz?
-Ja ciebie też- pocałował mnie w czoło.
Usiedliśmy razem na kanapę, oczywiście ja musiałam mu siedzieć na kolanach, i włączyliśmy film. Co chwilę Michael skradł mi jakiś pocałunek, a to w policzek, a to w szyję, albo w ramię, lub, jak mu się poszczęściło, to w usta.
-Michael, łaskoczesz mnie!
Tymi słowami zachęciłam go tylko, do robienia tego częściej. W końcu przyszedł czas na coś do jedzenia. Powiedział, że on coś zrobi, a ja mam odpoczywać. Zanim odszedł, klęknął przede mną i ucałował mój nadgarstek, obok bandaża, patrząc mi głęboko w oczy, po czym wstał i nachylił się nade mną, całując mnie delikatnie. Potem uśmiechnął się i poszedł do kuchni. Po jakimś czasie usłyszałam:
-Kochanie, gdzie są szklanki?
-Poczekaj, pomogę ci!
-Nie, spokojnie, dam sobie radę!
-Nie znajdziesz ich!
-Odpoczywaj tam, a ja się wszystkim zajmę!
-No skoro tak. Są na półce, tej po lewej, zaraz za ciastkami!
Po chwili mojego nasłuchiwania, Mike zapytał:
-A może tak coś zamówię?
Poszłam do niego do kuchni. Był cały w mące.
-A co ty właściwie robisz, mój drogi piekarzu?
-To niespodzianka- szepnął mi do ucha, po czym pocałował w policzek.
Pomogłam mu dokończyć ciasto, które zaplanował, po czym usiadłam na blacie, a on podszedł do mnie. Przyciągnęłam go do siebie za kołnierzyk koszuli i potarliśmy się nosami. Poczułam, jak kładzie ręce na moich plecach, a potem zjeżdża w dół i w dół. Pocałowałam go namiętnie. Wyczułam, że się uśmiecha. Pociągnęłam go bliżej, tak, że dotykaliśmy się brzuchami, i otoczyłam ramionami jego szyję. Westchnął cicho. Nagle zaczął na mnie napierać, że musiałam się odchylać do tyłu, nie przerywając pocałunku. Jedną ręką oparł się na blacie, ale drugiej nie zabierał z moich pleców. Jego całus stał się bardziej zachłanny i ognisty. Pełen pragnienia, miłości i troski. Ja oczywiście nie pozostałam mu dłużna. Zabrała ręce i przejechałam nimi po jego piersi. Nagle Mike podniósł mnie za szlufki spodni i złapał na ręce. Stał tak ze mną, dalej się całując. W końcu spojrzałam mu w oczy, odgarniając mu loki z czoła. Po chwili usłyszeliśmy pikanie. Ciasto gotowe. Pod koniec dnia Michael wrócił do siebie, oczywiście dając mi na dobranoc soczystego całusa.
-Dobranoc królewno.
-Dobranoc Mike.
-Wpadnę jutro po ciebie po lekcjach. Okej?
-Jasne. Uciekaj już, bo moi rodzice zaraz wrócą.
Pocałował mnie jeszcze raz i poszedł do domu. Wzięłam prysznic i wskoczyłam do łóżka. Zasnęłam obok Ellie, która wtuliła swoje kudłate ciałko w moją pościel. Tej nocy spałam lepiej, niż kiedykolwiek...

2 komentarze:

  1. Hej !
    Przeczytałam te 2 rozdziały i jestem zachwycona !
    To opowiadanie jest super, czekam na 3 część i myślę że będzie niedługo ;)
    P.S Masz nową czytelniczkę.
    Jesli miałabyś ochotę to zajrzyj do mnie: http://man-in-the-mirror-mj.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi również podoba się twoje opowiadanie. Jestem ciekawa co będzie dalej. Informuj mnie na gorąco, kiedy pojawi się nowa notka. Pozdrawiam
      ~Bunia

      Usuń