Następnego dnia obudziłam się, bo zadzwonił mój telefon.
-Halo?
-Dzień dobry królewno. Jak ci się spało?
-Dobrze- przeciągnęłam się, uśmiechnięta.
-Pamiętasz, że dzisiaj przychodzę po ciebie do szkoły, prawda?
-Jak mogłabym zapomnieć?
Wstałam, podeszłam do szafy i wyciągnęłam swoje ulubione ciuchy. Czarną koszulkę z wilkiem, jeansy i czarne trampki za kostkę.
-Co będziemy robić po szkole?- zapytał mnie.
-To ty powinieneś coś zaplanować.
-Zgoda, w takim razie daj mi trochę czasu do namysłu. Kocham cię.
-Ja ciebie też.
Po szkole Michael czekał na mnie na dziedzińcu. Wziął ode mnie torbę, oczywiście nie bez sprzeczki, i poszliśmy w stronę domu.
-To co? Już masz jakiś plan?
-Owszem. Przyjadę po ciebie o osiemnastej, ubierz się elegancko, dobrze?
-Nie ma problemu.
Tak jak mówił, przyjechał po mnie o szóstej. Ubrałam się w granatową, prostą suknię i umalowałam się. Michael ubrany był w garnitur, a pod nim błękitna koszula. Zmierzył mnie od stóp do głów, powoli jadąc wzrokiem od moich butów, do oczu. Zarumieniłam się.
-Ślicznie wyglądasz.
-Ty również.
-Gotowa?
-A na co, tak właściwie?
-Zaraz się przekonasz- wyciągnął do mnie rękę.
Wsiedliśmy do auta i Mike zawiózł nas do restauracji. Usiedliśmy pod ścianą w kącie, żeby nie być na widoku. Na dodatek obsługa przyniosła nam parawan. Było bardzo prywatnie. Michael zamówił dla nas coś do picia i przystawkę. Patrzył się na mnie, jak w obrazek i głaskał kciukiem moją dłoń, którą trzymał.
-Dlaczego w ogóle się we mnie zakochałeś?- zapytałam.
-Bo jesteś inna, niż wszystkie. Jesteś śliczna, miła, kochana. opiekuńcza, mądra, rozważna, utalentowana, skromna... Mnie nie pociągają dziewczyny, które malują się, żeby poderwać chłopaka. Wolę takie, które lubią się bawić, śmiać, ale nie są sztuczne i nie chcą zwrócić na siebie koniecznie uwagi. Ty jesteś po prostu idealna.
-Nikt nie jest idealny...
-Ty dla mnie jesteś- ucałował moją dłoń i pogłaskał mnie po policzku.
-To słodkie. Dziękuję.
Uśmiechnął się kącikiem ust. Odgarnęłam mu włosy z oczu. Michael nachylił się i pocałował mnie. Po kolacji pojechaliśmy do domu. Następnego dnia miał zajęcia taneczne. Rozgrzewkę zaczął od utworu LMFAO "Sorry for party rockin' ". Następnie już tańczył do swoich piosenek. Kiedy wracaliśmy, zaczął padać deszcz. Mike zdjął swoją kurtkę i nałożył ją na mnie.
-Nie wygłupiaj się, będziesz chory!- powiedziałam.
-Dam sobie radę.
Poszliśmy do niego do domu. Przebrałam się w suche ciuchy, które mi dał i zeszłam do kuchni.
-Zrobiłem ci herbatę- odrzekł.
-Dziękuję.
-I rozpaliłem kominek.
W pięknym oświetlonym salonie palił się kominek- jedyne obecne źródło światła, tego wieczoru. Usiedliśmy na kanapie i włączyliśmy jakiś film. Nie wiem jaki, bo dzisiaj wybierał Michael. Potem odwiózł mnie do domu. Nie czułam się najlepiej. Szybko zasnęłam. Rano obudziłam się z katarem. Postanowiłam nie iść do szkoły. Akurat, kiedy miałam kończyć lekcje, zadzwonił Mike.
-Alex, gdzie jesteś?
-W domu.
-W domu?
-Tak, rozchorowałam się troszkę.
-Poczekaj, zaraz przyjadę.
-Nie ma takiej potrzeby...
-Jestem twoim chłopakiem i muszę się tobą opiekować. Nie wstawaj z łóżka, jasne?
-Jasne...
-Świetnie.
Po dziesięciu minutach wszedł do mnie do pokoju.
-Drzwi były otwarte?
-Tak.
Pewnie jak zwykle rodzice ich nie zamknęli. Zdarzało się tak czasami. Michael usiadł na skraju łóżka i pogłaskał mnie po głowie.
-Jesteś cała rozpalona- powiedział zaniepokojony- zaraz przyniosę ci coś na zbicie temperatury.
Przyniósł mi tabletki. Poczułam się po nich lepiej, ale dalej kichałam i bolało mnie gardło. Zrobiłam miejsce Mikowi. Usiadł obok mnie, a ja oparłam się głową o jego pierś.
-A ty nie jesteś chory?- zapytałam zdziwiona.
-Nie. Czuję się świetnie.
-Może pojedź do domu, zanim cię zarażę?
-Zarazki mnie nie obchodzą, tylko twoje zdrowie. Będę tu z tobą siedział, póki nie poczujesz się lepiej.
Po godzinie siedzenia, Mike zszedł na dół i zrobił mi rosół. Musiałam przyznać, że wyszedł mu bardzo dobrze.
-Lepiej się czujesz?- zapytał.
-O wiele.
Pocałował mnie w czoło i usiadł obok.
-Cieszę się. Posłuchaj... A czy twoi rodzice wiedzą, że my...
-Że jesteśmy razem?- dokończyłam za niego.
Kiwnął głową.
-Nie, nie wiedzą- powiedziałam obojętnie.
-To może... czas im powiedzieć?
-Nie, jeszcze nie.
-Jesteś pewna?
-Tak. Nie chcę im jeszcze mówić.
-Nie ufasz im?
Odwróciłam się w stronę Mika, pogłaskałam go po policzku i westchnęłam zasmucona:
-To nie tak, że im nie ufam, ale czuję się dla nich obca. Tak mało czasu spędzaliśmy razem, że nie czuję się członkiem rodziny Morgan. Tylko... jak ktoś inny.
-Alex, to że nie mają dla ciebie za dużo czasu, to nie znaczy, że cię nie kochają. Jesteś ich córką, a to są twoi rodzice.
-Wiem, tylko...
-Oni kochają cię tak bardzo jak ja. Może po prostu nie umieją tego okazać. Daj im szansę.
Spojrzałam mu głęboko w oczy. Widziałam, że nie kłamie. Właściwie, dlaczego by miał?
-Zrobisz to dla mnie i powiesz im?- zapytał.
Pokiwałam głową, choć wiedziałam, że to będzie trudne. Usłyszałam trzaśnięcie drzwiami. Rodzice znali Michaela i uważali go za dobrego chłopaka, ale nie wiedzieli o naszym uczuciu do siebie. Czas nadszedł. Drzwi się uchyliły.
-Jak się czuje moja córeczka? O, witaj Michael.
-Dzień dobry, proszę pani. Wpadłem się zająć Alex.
-To miło z twojej strony. A jak się czujesz córciu?
-Dobrze. Mamo, ja muszę ci coś powiedzieć...
-Słucham.
Mike złapał moją dłoń, po czym kiwnął mi głową, że to ten moment.
-Kocham Michaela, a on kocha mnie. Jesteśmy razem i nie obchodzi mnie to, czy będziecie to akceptowali, czy nie.
-Alex. Michael to świetny chłopak. Lepszy od Josha, którego szczerze mówiąc nie lubiłam. Jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa. Mam nadzieję, że wam się ułoży. No muszę lecieć z powrotem do biura, bo przyjechałam tylko po dokumenty. Papa gołąbeczki.
Wyszła. Po kilku sekundach kompletnej ciszy odezwałam się.
-Co tu się właściwie stało?
-Cóż...- zaczął Mike- Twoja mama wparowała do pokoju, ty jej wyznałaś, co do mnie czujesz i że jesteśmy razem, po czym ona się ucieszyła i wyszła.
-Jakoś dalej to do mnie nie dociera.
Nagle Mike z końca łóżka zaczął się do mnie skradać. Potem przyszpilił mnie do materaca i wpił się w moje usta.
-Michael, zarazisz się.
-Wolę się zarazić i móc cię pocałować, niż być zdrowym i nie móc.
Ponownie mnie pocałował. Pod wieczór kazałam mu iść do domu, ale on oczywiście uparł się, że chce zostać. Po półgodzinnej sprzeczce postawił na swoim. Położył się koło mnie i zasnęliśmy. Obudziłam się rano. Ubrałam się, umyłam i poszłam do szkoły. W drodze powrotnej usłyszałam głos:
-Alex, poczekaj!
Odwróciłam się i zobaczyłam biegnącego Michaela. Tak bardzo się ucieszyłam, że rzuciłam mu się na szyję.
-Mieliśmy dzisiaj potrenować śpiew w duecie, pamiętasz?
Kiwnęłam głową.
-W takim razie chodźmy. Zjemy coś u mnie.
Złapałam go za rękę i poszliśmy dalej. Po zjedzeniu obiadu, zaczęliśmy śpiewać duet. Ciągle chciałam powiedzieć mu "Kocham cię..."
środa, 9 kwietnia 2014
sobota, 5 kwietnia 2014
Rozdział II
Miesiąc później. Niedziela. W końcu zasłużony odpoczynek. Choć... w sumie sobota nie była taka zła. Rano dostałam od Michaela esemesa. Umówiliśmy się na piątą wieczorem. Przez cały dzień nie miałam co robić. Siedziałam na łóżku i rozmyślałam, czy nie zrobić kolejnego nacięcia. Ale Mikowi się to nie podoba. Miło wiedzieć, że komuś na tobie zależy. Komuś miłemu, troskliwemu, komuś, kto wie, że chce ci pomóc z własnej woli. Ale w sumie... jedna mała kreseczka nie zaszkodzi, prawda? Wzięłam żyletkę i przejechałam po przedramieniu. Od nadgarstka do zgięcia lśniła czerwona linia. Parę kropel spadło na podłogę. W końcu musiałam wyjść. Po dziesięciu minutach byłam pod domem, który wskazał mi Michael. A właściwie to pod bramą. Była ogromna, a za nią mieścił się wielki, zielony ogród z ławeczkami i kwitnącymi drzewami. Zadzwoniłam dzwonkiem, który słyszałam na zewnątrz, choć rozległ się w domu. Po chwili wyszedł z niego Mike. Uśmiechnął się do mnie i otworzył mi bramę.
-Witaj w moim domu.
-Ja bym to nazwała pałacem.
-No dobrze. W takim razie, witaj w moim pałacu.
-Dziękuję. Naprawdę nie chcę ci się narzucać...
-Narzucać? Gdybym nie chciał się z tobą spotkać, to bym cię nie zapraszał. Wejdźmy do środka.
Weszliśmy razem do ogromnego domu. Michael poprowadził nas do sali muzycznej. Usiadł przy fortepianie i oparł rękę na górnej części.
-Masz jakąś konkretną piosenkę do zaśpiewania?
Pokręciłam głową.
-Hmm. To w takim razie sprawdzę twoją tonację i dobiorę ci odpowiedni utwór.
Przytaknęłam i zaczęliśmy śpiewać gamę. W końcu wybrał jedną piosenkę.
-Nie, nie. Musisz to zaśpiewać mocniej.
Zagrał kawałek i sam zaśpiewał.
-Teraz ty.
Spróbowałam jeszcze raz.
-Świetnie.
Ćwiczyliśmy prze parę godzin. W końcu zapytał:
-Może masz ochotę na przerwę?
Nie odpowiedziałam. Mike wstał, złapał mnie za rękę i ujął mój pod podbródek, żebym na niego spojrzała.
-Nie musisz się przy mnie wstydzić.
Odwróciłam wzrok. Niestety Michael dotknął przypadkowo miejsca, gdzie zrobiłam nacięcie. Odruchowo zabrałam rękę. Spojrzał na mnie i złapał ją ponownie. Podwinął mi rękaw, zdjął bandaż i westchnął.
-Znów to zrobiłaś Alex?
Rozpłakałam się. Michael przytulił mnie do piersi i głaskał po plecach.
-Ciiiii. Już dobrze.
Poprowadził nas na kanapę. Płakałam w jego koszulę. Kiedy się uspokoiłam, zapytał mnie cichutko:
-Dlaczego znów to zrobiłaś?
-Ja... ja nie wiem... Poczułam, że mam taką potrzebę...
Nic nie powiedział. Ściskałam w dłoni jego koszulę. Nagle usłyszałam:
-Zostaniesz tu na noc.
-Na noc?
-Nie puszczę cię samej do domu. Jest już za późno. Chodź.
Poczłapałam za Michaelem na górę. W sypialni było bardzo dużo miejsca. Podał mi jakieś ciuchy. Widać było, że są markowe.
-Łazienka jest za rogiem. Niedługo do ciebie zajrzę.
Poszłam do łazienki i wzięłam prysznic. Pod strumieniem ciepłej wody mogłam śpiewać, ile chciałam. Kiedy wyszłam, stanęłam w miejscu. Mike czekał na mnie pod łazienką. Opierał się bokiem o ścianę, a ręce miał skrzyżowane na piersi.
-Nareszcie mogłem usłyszeć cię w pełni sił twojego głosu- uśmiechnął się.
Założyłam kosmyk włosów za ucho.
-Dobranoc- odrzekłam.
-Dobranoc.
Nie mogłam zasnąć. Obudziłam się w środku nocy. Zeszłam na dół do kuchni. Siedział tam Michael.
-Cześć. Coś się stało?
-Nie mogę spać...
-Usiądź.
Zajęłam miejsce przed nim. Podał mi kubek z herbatą. Po wypiciu zapytałam:
-Czy... mogłabym spać dzisiaj z tobą?... Nie jestem przyzwyczajona do spania u innych...
-Jasne. Chodźmy.
Położyliśmy się obok siebie. Szybko zasnęłam. Kiedy się obudziłam, leżałam z głową na piersi Mika i przytulona do niego. On obejmował mnie ramieniem. Obudził się, wtedy, kiedy ja. Szybko się odsunęłam.
-Dzień dobry...- odrzekłam.
-Dzień dobry.
-Lepiej spałaś?
Pokiwałam głową i oblałam się rumieńcem. Poszłam do łazienki i ubrałam się. Kiedy wróciłam, poczułam, jak Mike łapie mnie za rękę. Przez chwilę patrzył na mój bandaż, ale w końcu skierował wzrok na mnie, uśmiechnął się i powiedział:
-Zapraszam cię na śniadanie.
Podał mi ramię. Złapałam je nieśmiało. Czułam się strasznie spięta. Nie wiem dlaczego. Po śniadaniu zabrałam swoje rzeczy i poszłam do domu.
-To do zobaczenia- odrzekł Mike.
-Do zobaczenia...
Kiedy chciałam wejść, okazało się, że rodzice są gdzieś indziej. Poszłam więc do wujka Sama, który miał warsztat niedaleko.
-Cześć wujku!
-Cześć Alex. Co ty tu robisz?
-Rodziców nie ma w domu, a ja nie wzięłam kluczy.
-Rozumiem. Możesz sobie u mnie posiedzieć, ale zaraz mam klienta.
-Spokojnie. Dam sobie radę.
-Podobno to jakaś sławna osoba.
-Naprawdę?
-Tak. Może zapłaci z góry- zaśmiał się.
-Możliwe.
Usiadłam sobie u wujka w gabinecie. Nagle przez okienko zobaczyłam coś, co kompletnie mnie zamurowało. Zgadnijcie, kto przyjechał do warsztatu. Michael. Kiedy mnie zobaczył uśmiechnął się i zapytał:
-Śledzisz mnie?
-Ja? Chyba raczej ty mnie. Co tu robisz?
-Naprawiam silnik. A ty co tu robisz?
-Przyszłam do wujka, bo zapomniałam kluczy do domu, a nikogo nie ma.
Po chwili ciszy wujek odrzekł:
-O panie! To będzie trochę trwało. Z jakieś dwie godziny.
-Spokojnie. Przejdę się na spacer, a pan niech spokojnie pracuje. Zechciałabyś mi towarzyszyć Alex?
Kiwnęłam głową. Michael poszedł ze mną do parku.
-Wiesz co? Cieszę się, że cię spotkałem.
-Chyba raczej, że cię stratowałam.
-Wolałbym określenie, że się od siebie odbiliśmy.
Zaśmialiśmy się.
-Nagrywasz coś ostatnio?- zapytałam.
-Nową piosenkę.
-Jaką?
-"We are the world".
-Nie mogę się doczekać, aż mi ją zaśpiewasz.
-Usłyszysz ją jako pierwsza- szepnął mi do ucha.
Usiedliśmy sobie na ławce koło fontanny.
-Alex. Ja muszę się o to zapytać.
-Słucham cię.
-Czy ty... jesteś satanistką?
-Nie. A dlaczego przyszło ci coś takiego do głowy?
-A nie wiem. Jakoś tak. Wybacz, nie powinienem cię pytać o takie rzeczy.
-Nie, nic się nie stało...
Po chwili ciszy Mike odrzekł:
-Może przejdziemy się do kawiarni?
-Jeśli chcesz...
W połowie drogi poczułam, jak Michael łapie moją dłoń. Po wypiciu kawy, powiedziałam:
-Muszę jeszcze zajść do szpitala.
-Do szpitala?
-Tak. Do... szpitala...
-Mógłbym pójść z tobą?
Kiwnęłam głową. Weszłam do sali, w której leżała moja babcia.
-Cześć babciu.
-Witaj kochanie.
-Jak się czujesz?
-Nie jest źle. A kto to?
Pokazałam gestem, aby Mike podszedł do mnie.
-To jest mój przyjaciel Michael.
-Miło mi cię poznać- odrzekła babcia.
-Mi również.
-Jaki miły, przystojny chłopiec. Pasujecie do siebie.
-Babciu, proszę...
-No co? Ja tylko mówię jak jest- zaśmiała się, ale po chwili śmiech narodził się w kaszel.
-Spokojnie.
Nagle babcia dostała duszności i nie mogła oddychać. Przybiegł lekarz i zabrał ją na salę operacyjną. Siedziałam zdenerwowana na korytarzu razem z Michaelem, który obejmował mnie ramieniem.
-Będzie dobrze.
Nagle wyszedł lekarz. Pokręcił tylko głową i odszedł smutny. Nagle reszta mojego życia runęła w gruzach. Osunęłam się na kolana i zaniosłam szlochem. Mike postawił mnie na nogi i przytulił mocno. Poszłam z nim do swojego domu. Rodzice chyba spali, bo było cicho, a drzwi były już otwarte. Zaprowadziłam go na górę i położyliśmy się na łóżku. Płakałam w jego ramię. Po chwili już całą górną część koszuli miał mokrą od łez. Przytuliłam się mocno do niego i zasnęłam. Kiedy się obudziłam, on dalej ze mną leżał. Pogłaskał mnie po głowie i uśmiechnął się lekko.
-Dzień dobry.
Nic nie odpowiedziałam. Przysunęłam się tylko bliżej i z oczu znów pociekło mi kilka kropel.
-Ciiiii... Wszystko będzie dobrze.
-Dobrze? Wczoraj zmarła osoba, która jako jedna z nielicznych podtrzymywała mnie na duchu.
Mike po chwili ciszy zapytał:
-A gdzie są twoi rodzice?
-W pracy. Wychodzą rano. i wracają prawie w nocy...
-To ja może pójdę zrobić ci coś na śniadanie.
Pocałował mnie w czoło i wyszedł z pokoju, zostawiając mnie samą. Wyciągnęłam mały nożyk z szuflady. Dla ciebie babciu... Najpierw jedna linia - ból, potem druga - rozpacz. Kiedy chciałam zrobić trzecią, Michael wszedł do pokoju.
-Chciałem się tylko zapytać, czy lubisz... Alex?!
Kiedy mnie zobaczył, skuloną na podłodze z zakrwawioną ręką, ukląkł przy mnie, złapał moje przedramię delikatnie i spojrzał na nie.
-Co ty sobie znów zrobiłaś?
Zaniosłam się płaczem.
-Dlaczego?- zapytał cicho.
-Bo chciałam już dołączyć do babci.
-A pomyślałaś o tych, którym na tobie zależy?
-Nikomu nie zależy! Nawet rodzice mają mnie dość!
-Komuś zależy!
-Komu?!
-Mi zależy, okej?! Mi zależy, bo cię kocham!
Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Popatrzyłam, tylko w te jego czekoladowe oczy i poczułam, jak łapie mnie za dłoń. Drugą rękę położył mi na policzku i przysunął się do mnie. Po chwili nie wiedziałam co się dzieje. Nasze usta poruszały się w doskonałej harmonii. W końcu odsunęliśmy się od siebie. Spuściłam głowę zawstydzona, ale on ujął mnie pod brodę i uniósł ją tak, abym na niego spojrzała. Znów się zbliżył, ale zatrzymał się, kiedy był już bardzo blisko moich ust.
-Wiesz co? Może najpierw opatrzmy ci tę rękę, zanim znów cię pocałuję?
Uśmiechnęłam się i przytaknęłam. Michael pomógł mi wstać i zeszliśmy po bandaż.
-Siadaj- wskazał mi na krzesło w kuchni.
Sięgnął po opatrunek i usiadł naprzeciw mnie. Kiedy owijał mi ranę bandażem, co chwilę zerkał na mnie i się uśmiechał. Potem wstałam, a on podszedł do mnie i objął mnie w pasie, po czym nachylił się i musnął delikatnie wargami moje usta. Uważając na moją rękę, położył je sobie na karku. Pogładził moje uda, kiedy nagle wyczuł coś w mojej kieszeni. Przestał mnie całować, włożył dłoń i wyjął nieużywaną żyletkę. Uniósł brew, spojrzawszy na mnie, ale ja tylko uśmiechnęłam się i wzruszyłam ramionami, po czym wzięłam ją od niego i powiedziałam:
-To już chyba nie będzie nam potrzebne.
Wyrzuciłam ją do śmieci. Michael ze śmiechem okręcił mnie w kółko, po czym kontynuował pocałunek.
-To co? Koniec z cięciem?- zapytał w końcu.
-Koniec- zapewniłam go.
Potem po prostu się do niego przytuliłam i zaczęliśmy się kołysać.
-Znacznie bardziej się teraz otworzyłaś- odrzekł.
-Wiem, tylko tęsknię za babcią...
-Rozumiem cię i współczuję. Jestem teraz przy tobie i zrobię co mogę, żebyś czuła się dobrze.
-Dziękuję. Kocham cię, wiesz?
-Ja ciebie też- pocałował mnie w czoło.
Usiedliśmy razem na kanapę, oczywiście ja musiałam mu siedzieć na kolanach, i włączyliśmy film. Co chwilę Michael skradł mi jakiś pocałunek, a to w policzek, a to w szyję, albo w ramię, lub, jak mu się poszczęściło, to w usta.
-Michael, łaskoczesz mnie!
Tymi słowami zachęciłam go tylko, do robienia tego częściej. W końcu przyszedł czas na coś do jedzenia. Powiedział, że on coś zrobi, a ja mam odpoczywać. Zanim odszedł, klęknął przede mną i ucałował mój nadgarstek, obok bandaża, patrząc mi głęboko w oczy, po czym wstał i nachylił się nade mną, całując mnie delikatnie. Potem uśmiechnął się i poszedł do kuchni. Po jakimś czasie usłyszałam:
-Kochanie, gdzie są szklanki?
-Poczekaj, pomogę ci!
-Nie, spokojnie, dam sobie radę!
-Nie znajdziesz ich!
-Odpoczywaj tam, a ja się wszystkim zajmę!
-No skoro tak. Są na półce, tej po lewej, zaraz za ciastkami!
Po chwili mojego nasłuchiwania, Mike zapytał:
-A może tak coś zamówię?
Poszłam do niego do kuchni. Był cały w mące.
-A co ty właściwie robisz, mój drogi piekarzu?
-To niespodzianka- szepnął mi do ucha, po czym pocałował w policzek.
Pomogłam mu dokończyć ciasto, które zaplanował, po czym usiadłam na blacie, a on podszedł do mnie. Przyciągnęłam go do siebie za kołnierzyk koszuli i potarliśmy się nosami. Poczułam, jak kładzie ręce na moich plecach, a potem zjeżdża w dół i w dół. Pocałowałam go namiętnie. Wyczułam, że się uśmiecha. Pociągnęłam go bliżej, tak, że dotykaliśmy się brzuchami, i otoczyłam ramionami jego szyję. Westchnął cicho. Nagle zaczął na mnie napierać, że musiałam się odchylać do tyłu, nie przerywając pocałunku. Jedną ręką oparł się na blacie, ale drugiej nie zabierał z moich pleców. Jego całus stał się bardziej zachłanny i ognisty. Pełen pragnienia, miłości i troski. Ja oczywiście nie pozostałam mu dłużna. Zabrała ręce i przejechałam nimi po jego piersi. Nagle Mike podniósł mnie za szlufki spodni i złapał na ręce. Stał tak ze mną, dalej się całując. W końcu spojrzałam mu w oczy, odgarniając mu loki z czoła. Po chwili usłyszeliśmy pikanie. Ciasto gotowe. Pod koniec dnia Michael wrócił do siebie, oczywiście dając mi na dobranoc soczystego całusa.
-Dobranoc królewno.
-Dobranoc Mike.
-Wpadnę jutro po ciebie po lekcjach. Okej?
-Jasne. Uciekaj już, bo moi rodzice zaraz wrócą.
Pocałował mnie jeszcze raz i poszedł do domu. Wzięłam prysznic i wskoczyłam do łóżka. Zasnęłam obok Ellie, która wtuliła swoje kudłate ciałko w moją pościel. Tej nocy spałam lepiej, niż kiedykolwiek...
-Ciiiii... Wszystko będzie dobrze.
-Dobrze? Wczoraj zmarła osoba, która jako jedna z nielicznych podtrzymywała mnie na duchu.
Mike po chwili ciszy zapytał:
-A gdzie są twoi rodzice?
-W pracy. Wychodzą rano. i wracają prawie w nocy...
-To ja może pójdę zrobić ci coś na śniadanie.
Pocałował mnie w czoło i wyszedł z pokoju, zostawiając mnie samą. Wyciągnęłam mały nożyk z szuflady. Dla ciebie babciu... Najpierw jedna linia - ból, potem druga - rozpacz. Kiedy chciałam zrobić trzecią, Michael wszedł do pokoju.
-Chciałem się tylko zapytać, czy lubisz... Alex?!
Kiedy mnie zobaczył, skuloną na podłodze z zakrwawioną ręką, ukląkł przy mnie, złapał moje przedramię delikatnie i spojrzał na nie.
-Co ty sobie znów zrobiłaś?
Zaniosłam się płaczem.
-Dlaczego?- zapytał cicho.
-Bo chciałam już dołączyć do babci.
-A pomyślałaś o tych, którym na tobie zależy?
-Nikomu nie zależy! Nawet rodzice mają mnie dość!
-Komuś zależy!
-Komu?!
-Mi zależy, okej?! Mi zależy, bo cię kocham!
Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Popatrzyłam, tylko w te jego czekoladowe oczy i poczułam, jak łapie mnie za dłoń. Drugą rękę położył mi na policzku i przysunął się do mnie. Po chwili nie wiedziałam co się dzieje. Nasze usta poruszały się w doskonałej harmonii. W końcu odsunęliśmy się od siebie. Spuściłam głowę zawstydzona, ale on ujął mnie pod brodę i uniósł ją tak, abym na niego spojrzała. Znów się zbliżył, ale zatrzymał się, kiedy był już bardzo blisko moich ust.
-Wiesz co? Może najpierw opatrzmy ci tę rękę, zanim znów cię pocałuję?
Uśmiechnęłam się i przytaknęłam. Michael pomógł mi wstać i zeszliśmy po bandaż.
-Siadaj- wskazał mi na krzesło w kuchni.
Sięgnął po opatrunek i usiadł naprzeciw mnie. Kiedy owijał mi ranę bandażem, co chwilę zerkał na mnie i się uśmiechał. Potem wstałam, a on podszedł do mnie i objął mnie w pasie, po czym nachylił się i musnął delikatnie wargami moje usta. Uważając na moją rękę, położył je sobie na karku. Pogładził moje uda, kiedy nagle wyczuł coś w mojej kieszeni. Przestał mnie całować, włożył dłoń i wyjął nieużywaną żyletkę. Uniósł brew, spojrzawszy na mnie, ale ja tylko uśmiechnęłam się i wzruszyłam ramionami, po czym wzięłam ją od niego i powiedziałam:
-To już chyba nie będzie nam potrzebne.
Wyrzuciłam ją do śmieci. Michael ze śmiechem okręcił mnie w kółko, po czym kontynuował pocałunek.
-To co? Koniec z cięciem?- zapytał w końcu.
-Koniec- zapewniłam go.
Potem po prostu się do niego przytuliłam i zaczęliśmy się kołysać.
-Znacznie bardziej się teraz otworzyłaś- odrzekł.
-Wiem, tylko tęsknię za babcią...
-Rozumiem cię i współczuję. Jestem teraz przy tobie i zrobię co mogę, żebyś czuła się dobrze.
-Dziękuję. Kocham cię, wiesz?
-Ja ciebie też- pocałował mnie w czoło.
Usiedliśmy razem na kanapę, oczywiście ja musiałam mu siedzieć na kolanach, i włączyliśmy film. Co chwilę Michael skradł mi jakiś pocałunek, a to w policzek, a to w szyję, albo w ramię, lub, jak mu się poszczęściło, to w usta.
-Michael, łaskoczesz mnie!
Tymi słowami zachęciłam go tylko, do robienia tego częściej. W końcu przyszedł czas na coś do jedzenia. Powiedział, że on coś zrobi, a ja mam odpoczywać. Zanim odszedł, klęknął przede mną i ucałował mój nadgarstek, obok bandaża, patrząc mi głęboko w oczy, po czym wstał i nachylił się nade mną, całując mnie delikatnie. Potem uśmiechnął się i poszedł do kuchni. Po jakimś czasie usłyszałam:
-Kochanie, gdzie są szklanki?
-Poczekaj, pomogę ci!
-Nie, spokojnie, dam sobie radę!
-Nie znajdziesz ich!
-Odpoczywaj tam, a ja się wszystkim zajmę!
-No skoro tak. Są na półce, tej po lewej, zaraz za ciastkami!
Po chwili mojego nasłuchiwania, Mike zapytał:
-A może tak coś zamówię?
Poszłam do niego do kuchni. Był cały w mące.
-A co ty właściwie robisz, mój drogi piekarzu?
-To niespodzianka- szepnął mi do ucha, po czym pocałował w policzek.
Pomogłam mu dokończyć ciasto, które zaplanował, po czym usiadłam na blacie, a on podszedł do mnie. Przyciągnęłam go do siebie za kołnierzyk koszuli i potarliśmy się nosami. Poczułam, jak kładzie ręce na moich plecach, a potem zjeżdża w dół i w dół. Pocałowałam go namiętnie. Wyczułam, że się uśmiecha. Pociągnęłam go bliżej, tak, że dotykaliśmy się brzuchami, i otoczyłam ramionami jego szyję. Westchnął cicho. Nagle zaczął na mnie napierać, że musiałam się odchylać do tyłu, nie przerywając pocałunku. Jedną ręką oparł się na blacie, ale drugiej nie zabierał z moich pleców. Jego całus stał się bardziej zachłanny i ognisty. Pełen pragnienia, miłości i troski. Ja oczywiście nie pozostałam mu dłużna. Zabrała ręce i przejechałam nimi po jego piersi. Nagle Mike podniósł mnie za szlufki spodni i złapał na ręce. Stał tak ze mną, dalej się całując. W końcu spojrzałam mu w oczy, odgarniając mu loki z czoła. Po chwili usłyszeliśmy pikanie. Ciasto gotowe. Pod koniec dnia Michael wrócił do siebie, oczywiście dając mi na dobranoc soczystego całusa.
-Dobranoc królewno.
-Dobranoc Mike.
-Wpadnę jutro po ciebie po lekcjach. Okej?
-Jasne. Uciekaj już, bo moi rodzice zaraz wrócą.
Pocałował mnie jeszcze raz i poszedł do domu. Wzięłam prysznic i wskoczyłam do łóżka. Zasnęłam obok Ellie, która wtuliła swoje kudłate ciałko w moją pościel. Tej nocy spałam lepiej, niż kiedykolwiek...
Subskrybuj:
Posty (Atom)