sobota, 29 marca 2014

Rozdział I

Czułam jak moja ciepła krew ocieka mi z ręki. Zrobiwszy drugie nacięcie postanowiłam, że na dzisiaj wystarczy. Zapadłam w ciemność, która była moją jedyną przyjaciółką. Nie mogłam liczyć na ludzi. Była jeszcze ze mną moja kotka Ellie. Tylko ona rozumiała moje problemy. Mogłam rozmawiać z nią przez cały dzień siedząc na łóżku i głaszcząc jej miękkie futerko. Nie rozmawiałam za dużo z rodzicami. Właściwie to z nikim nie rozmawiałam. Moje włosy były czarne jak noc, a przy tym proste.
-Alex! Czas do szkoły!
Moja mama. Dobra kobieta. Troskliwa, odpowiedzialna, zawsze pomocna. Nie wiedziała o moich problemach, choć widziała, że coś ze mną nie tak. Dobrze to ukrywałam. Wzięłam plecak, pogłaskałam Ellie i wyszłam. Nie ma to jak po drodze posłuchać Michaela Jacksona. Byłam jego wielką fanką. Jednak niewiele osób o tym wiedziało. Właściwie, to tylko moi rodzice i przyjaciółka Sarah. Dzisiaj była próba chóru. Lubiłam tam chodzić. Śpiewanie dodawało mi otuchy. Zauważyłam, że na widowni siedzi jakiś bardzo młody mężczyzna w ciemnych okularach, kapeluszu i marynarce.
-Będziemy mieli dzisiaj specjalnego gościa. Oto pan Joseph. Będzie przyglądał się wam dzisiejszego dnia.
Nie widziałam za dobrze jego twarzy, ale postanowiłam się tym nie przejmować. Zaczęliśmy śpiewać. Po próbie nauczycielka - pani Potts - powiedziała:
-Alex, czy mogłabyś zostać na chwilę?
Podeszłam do fortepianu, biorąc po drodze moją torbę.
-Tak?
-Posłuchaj, masz chwilę czasu?
-Chy... chyba tak...
-Chciałabym przećwiczyć z tobą jedną piosenkę. Oczywiście, jeśli się zgodzisz.
Pokiwałam nieśmiało głową. Pani Potts pokazała pianiście, żeby zaczął grać. Znałam słowa, więc szybko zaczęłyśmy.
-Pracuj przeponą, skarbie. Będzie ci o wiele lepiej szło.
Byłam bardzo nieśmiałą osobą, dlatego nie szło mi za dobrze. Przepona nie miała tu nic do rzeczy. Pani Potts podeszła do mnie i nacisnęła lekko mój brzuch.
-Hmm... Jesteś strasznie stremowana, kiedy jesteś solo. Zrób tak. Zamknij oczy, weź głęboki wdech i pomyśl o tym, co daje ci szczęście. Paul, zacznij grać.
Zrobiłam, tak jak kazała. Nagle poczułam przypływ pewności siebie. Kiedy podniosłam powieki, zobaczyłam zdziwioną minę pani Potts.
-Kochana, ty masz nieprawdopodobny talent! Dlaczego nie chcesz śpiewać głównego głosu w chórze?
-Nie wiem... To nie dla mnie...
Przez jakieś dziesięć minut dyskutowałam z nią, dlaczego nie chcę śpiewać poza grupą. W końcu udało mi się ją przekonać, że to moja słaba strona. Wracając do domu usłyszałam dźwięk wiadomości. Okazało się, że to Sarah wysłała mi zdjęcie swojego ogródka z różami. Oczywiście nie patrzyłam na drogę i wpadłam na kogoś. Oboje upadliśmy na tyłki.
-Ja... ja przepraszam bardzo...
Zamurowało mnie, bo to był pan Joseph. A właściwie Michael Joseph Jackson. Poznałam go dopiero, kiedy spadł mu kapelusz i okulary.
-Nic się nie stało. To moja wina.
Wstał, otrzepał się, założył szybko kapelusz i podał mi rękę. Złapałam ją niepewnie. Pomógł mi wstać. Szybko pozbierałam swoje rzeczy i uciekłam. No brawo! Alex, ty idiotko! Nie dość, że stratowałaś swojego idola, to jeszcze uciekłaś, jak jakieś małe dziecko! Okej, zapomnij o nim, spotkaliście się przez przypadek i więcej już się nie zobaczycie, więc nie ma co rozpamiętywać. Wróciłam do domu, wzięłam żyletkę i zrobiłam kolejne nacięcia na przedramieniu. Ellie położyła mi swój mały, trójkolorowy łebek na kolanie.
-Przepraszam kotku, inaczej nie umiem- powiedziałam przez łzy.
W końcu położyłam się spać. Następny dzień zapowiadał się nie najgorzej. Sobota. Nareszcie. Niestety rodzice nawet wtedy pracowali. Nie mieli dla mnie za dużo czasu. Od rana do nocy siedzieli w biurze, a ja sama w domu. Sama z Ellie. Pomyślałam, że nie zaszkodzi, jak zrobię kolejne nacięcie. Wyszło głębokie. Poszłam do kuchni i z szafki wyjęłam bandaże. Założyłam opatrunek, kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Otworzyłam i ujrzałam go. Uśmiechnął się czarująco.
-Witaj.
-Skąd... skąd wiesz, gdzie mieszkam?
Wyciągnął z kieszeni mój portfel. Miałam tam dowód osobisty, pieniądze i karty kredytowe.
-Zostawiłaś to wczoraj, jak się zderzyliśmy.
-Dzięki...
Głupia! Zaproś go na kawę, albo ciasto, a nie stoisz jak te widły!
-Może... może ma pan ochotę na kawę?
-Z chęcią.
Wpuściłam go do domu i usiedliśmy w kuchni. Zaczęłam robić mu kawę. Kiedy sięgałam po cukier do górnej szafki, uświadomiłam sobie, że zobaczył mój bandaż. Szybko obciągnęłam rękaw i postawiłam cukierniczkę na stolę.
-Dziękuję.
Kiwnęłam lekko głową.
-Spotkaliśmy się dzisiaj już trzeci raz, a ja nie wiem, jak masz na imię.
-Alex...- szepnęłam.
-Michael Joseph Jackson, ale możesz mówić mi Mike. Miło mi.
-Mi również.
-Jesteś tu sama?
Pokiwałam głową.
-A gdzie twoi rodzice?
-Pracują. Całymi dniami siedzę sama. Nie licząc mojej kotki.
Nagle Ellie wskoczyła mu na kolana i zwinęła się na nich w kłębek, po czym zasnęła.
-To ona?- uśmiechnął się.
-Tak...
-Słodka.
Po chwili ciszy powiedział:
-Masz nieprawdopodobny głos.
-Dziękuję- zarumieniłam się.
-Od dawna śpiewasz?
-Od dwóch lat.
-Zaśpiewasz mi coś?
-Wybacz, ale ja... nie śpiewam solo...
-Zaśpiewam z tobą.
Michael zaczął mówić:

Chcę tylko leżeć przy tobie przez chwilę
Wyglądasz tej nocy tak pięknie
Twoje oczy są takie urocze
Twoje usta są takie słodkie
Wielu ludzi mnie nie rozumie
Dlatego, że w ogóle mnie nie znają
Chcę tylko cię dotknąć
I przytulić
Potrzebuję cię
Boże, jak ja cię potrzebuję
Tak bardzo cię kocham

 Potem już śpiewał:

[Michael]
Za każdym razem, kiedy wieje wiatr
Słyszę twój głos, więc
Wołam twoje imię
Szepty nad ranem
Nasza miłość świta
Niebo cieszy się, że przyszłaś

Wiesz, co czuję
To nie może pójść źle
Jestem taki dumny, że mogę powiedzieć: Kocham cię
Twoja miłość mnie upaja
Pragnę sobie poradzić
Tym razem na zawsze
Miłość jest odpowiedzią

W końcu ja się dołączyłam:

Słyszę twój głos
To ciebie wybrałam
I miłość, którą dajesz
Czuję niebo w sercu
W twoim wołaniu słyszę dźwięki harfy
I śpiew anielskich głosów

Wiesz, co czuję
To nie może pójść źle
Nie mogę bez ciebie żyć

[Michael]
Nie mogę wytrzymać

[Alex]
Czuję, że do siebie należymy

[Michael]
Moje życie nie będzie nic warte
Jeśli nie mogę być z tobą

[Razem]
Nie mogę przestać cię kochać
Nie mogę przestać cię kochać
A jeśli przestanę
Powiedz mi, co wtedy zrobię

[Alex]
Bo nie mogę przestać cię kochać

[Michael]
Nocą, kiedy świecą gwiazdy
Modlę się o to, żeby znaleźć w tobie
Prawdziwą miłość

[Alex]
Czy kiedy obudzi mnie ranek
Przyjdziesz i zabierzesz mnie ze sobą?
Będę na ciebie czekać

[Michael]
Wiesz, co czuję
Nie przestanę dopóki
Nie usłyszę, jak mówisz "tak"

[Alex]
(Tak)
To nie może pójść źle

[Michael]
To uczucie jest tak silne

[Razem]
A moje życie nie będzie nic warte
Jeśli nie mogę być z tobą

Nie mogę przestać cię kochać
Nie mogę przestać cię kochać
A jeśli przestanę
Powiedz mi, co wtedy zrobię

[Michael]
Nie mogę przestać cię kochać

[Alex]
Możemy zmienić jutro cały świat

[Michael]
Możemy śpiewać pieśni wczorajszych dni

[Alex]
Mogę, hej... pożegnać się ze smutkiem

[Michael]
To moje życie i

[Razem]
Chcę widzieć cię w nim już zawsze
Nie mogę przestać cię kochać

[Alex]
Nie, kochanie

[Michael]
O!

[Razem]
Nie mogę przestać cię kochać

[Alex]
A skoro nie mogę przestać!

[Razem]
A jeśli przestanę

[Alex]
Nie!

[Michael]
O! O! Oo.. Oo..

[Alex]
Co zrobię? U... Ooo...
(Powiedz mi, co wtedy zrobię)

[Razem]
Nie mogę przestać cię kochać

[Michael]
Hee! Hee! Hee! Wiesz, że tak, dziewczyno!

[Razem]
Nie mogę przestać cię kochać

[Michael]
Wiesz, że tak
A jeśli przestanę

[Razem]
Powiedz mi, co wtedy zrobię

-To było śliczne- powiedział- Naprawdę powinnaś robić coś w kierunku muzycznym.
-Tylko, że ja... nie jestem zbyt otwarta...
-To da się wyćwiczyć. Mam propozycję. Spotykajmy się codziennie u mnie w domu. Będziesz tam ze mną trenować głos i swoją nieśmiałość. Co ty na to?
-Sama nie wiem...
-Nie daj się prosić.
-No... dobrze...
-Świetnie. Masz naprawdę ogromny talent i nie pozwolę, żeby się zmarnował. Zależy mi na tym, żebyś w końcu pokonała swoją tremę. Uwierz mi.
Spojrzałam na niego. Patrzył mi głęboko w oczy i się uśmiechał.
-Dziękuję, że chcesz mi pomóc...
-To naprawdę drobiazg.
Złapał mnie za dłoń. Nagle zmarszczył brwi i podwinął mój rękaw. Nie zabierałam już nawet ręki, bo wiedziałam, że tego nie ukryję. Odwinął bandaż i zaniemówił. Z oczu pociekło mi kilka łez. Michael otarł mi je kciukiem z policzka. Zabrałam rękę, poprawiłam opatrunek i skuliłam się na krześle.
-Alex. Ty się...
-Tak, tnę się. Nie chciałam, żebyś wiedział...
-Ale... dlaczego?
-Bo ludzie mnie nie rozumieją... bo jestem sama... bo chcę być kimś więcej...
-Ja cię rozumiem. Nie jesteś sama, ja jestem teraz z tobą i jesteś kimś wyjątkowym. Masz niesamowity głos, który wyróżnia cię od reszty. Każdy człowiek różni się od innych. Powiem ci, że nie spotkałem jeszcze tak wyjątkowej osoby, jak ty- uśmiechnął się.
Na mojej twarzy zawitał lekki uśmieszek.
-Od razu lepiej.
Teraz Alex! Poproś go!
-Posłuchaj... Może chciałbyś zostać u mnie do wieczora? Moi rodzice wracają prawie w nocy i nie mam nikogo do towarzystwa.
-Z chęcią zostanę.
Poszliśmy razem do salonu i usiedliśmy na kanapę. Zaczęliśmy grać w prawdę i wyzwanie.
-Prawda.
-Okej, to... hmm... Twój najsłabszy punkt?
-Mam potworne łaskotki- odrzekłam.
-Naprawdę? Chyba muszę to sprawdzić.
Zaczęłam uciekać, ale nie udało mi się to. Złapał mnie i zaczął łaskotać. Upadłam na kanapę razem z nim. Spojrzałam w głębię jego brązowych oczu. Widziałam tam szczerość i troskę. W końcu musiałam się z nim pożegnać.
-To do zobaczenia- uśmiechnął się- Czekam na ciebie jutro.
-Ale ja nie wiem, gdzie mieszkasz.
-Wyślę ci esemesa. Dobranoc Alex- przytulił mnie, głaszcząc moje plecy.
-Dobranoc Mike.
Zamknęłam drzwi, wzięłam prysznic i zasnęłam w swoim cichym pokoju. Odpuściłam sobie tym razem cięcie, bo zrozumiałam, że komuś na mnie zależy. I, że nic me to nie daje...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz